sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 4

















I znowu to samo. Siedziałam zamknięta w swoim pokoju pod kołdrą. To było miejsce, w którym jest mi najlepiej.  Nie miałam na nic ochoty. Chcieć ..nic mi się nie chciało. Tylko myślałam nad wszystkim. Może powinnam gdzieś wyjść, z kimś się spotkać, pogadać, wygadać. Ale nie. Taka nie jestem. Nie lubię się nikomu narzucać. Nie chcę litości ani nikogo pomocy. Dam radę sama. 

Przebrałam się w TEN zestaw. Nie przepadałam bardzo za dresami, lecz tym razem chciałam wygodnie być ubrana, poza tym w końcu nigdzie się nie wybierałam. 

Postanowiłam udać się na dół do salonu. Włączyłam sobie telewizor. Przełączałam z kanału na kanał, oczywiście nic ciekawego nie leciało, więc zostawiłam na jakimś programie muzycznym. Ogólnie to niezbyt lubiłam takie rzeczy oglądać, ale robię to w sytuacjach podbramkowych. 

Przemijała piosenka po piosence i nagle bum. Stało się to czego najbardziej chciałam uniknąć. Puścili utwór One Direction. Mój cudowny braciszek. Roześmiany, nie pamiętający o smutkach, jakichś niepowodzeniach, cieszący się życiem. Wiecznie szczęśliwy. Mam do niego cholerny żal. 

Jak najszybciej wzięłam pilot do ręki i przełączyłam na cokolwiek innego. Nie mogłam na nich patrzeć ! W tym momencie przyszła mama do pokoju. 

- O, czemu zmieniłaś kanał ? Twój brat leciał przecież  - uśmiechnęła się dumna
- Mam to gdzieś.
- Melanie ! Co ty wygadujesz ? Dlaczego taka jesteś ?
- Co ?! Ja !? Chyba kpisz ! – krzyknęłam rozwścieczona – To wszystko jego wina – powiedziałam pod nosem
- Nie rozumiem dlaczego taka się dla niego stałaś. Przecież Niall nic nie zrobił.
- Może w tym tkwi właśnie problem ? – zapytałam
- Ciężko haruje, w ogóle go nie doceniasz.
Zaśmiałam się z jej słów. Co ona wygadywała ?! Nie wierzyłam w te słowa.
Podniosłam się oraz skierowałam do wyjścia.
- Gdzie ty idziesz ?! – zapytała mama
- Wychodzę.
- Gdzie ?!
- Nie ważne.
- Melanie Horan, natychmiast tu wracaj ! – krzyknęła na cały dom

Zaczęłam się śmiać pod nosem. Pomimo słów rodzicielki tak czy siak, opuściłam dom. Stanęłam na chwilę na stopniu przed nim, rozejrzałam się i zastanawiałam co dalej. Gdzie by tak pójść. Zero pomysłów. Ruszyłam więc przed siebie. 

Snułam się po ulicach Millingar. Właściwie to, chodziłam starymi ścieżkami. Gdzie w dzieciństwie najczęściej spędzałam czas z przyjaciółmi. Przy okazji wspominałam wszelkie sytuacje, te dobre, te złe, te w których poczułam zawstydzenie, przykrość. No po prostu każdą. Tęskniłam za tym. Zawsze miałam co robić. W ogóle w domu mnie nie widywano.

Odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się i poczułam tytoń w płucach. Tak cholernie tego pragnęłam.  Cudowne uczucie, choć działało to tylko na krótki czas. Potem znów głupie uczucie powraca. 

Idąc po ciemnych już ulicach rozglądałam się, podziwiałam i wdychałam świeże powietrze. Pragnęłam długiego pobytu na zewnątrz. Miałam dość domu. Dość tego okropnego jak dla mnie miejsca. Ale na dworze nie byłam całkowicie bezpieczna, tak więc unikałam miejsc, które często odwiedza Nick. 

Poprzez zagapienie się wpadłam na jednego z  ‘’ bad boy’ów ‘’ dzielnicy. Moi dawni najlepsi przyjaciele. Normalnie takich bym się bała, ale ich ? Nie ma mowy. Przy nich czuję się całkowicie bezpieczna. Zawsze wywoływali uśmiech na mojej twarzy. Nigdy nie było innej opcji oprócz tej jednej, śmiechu. 

- O, a co to nasza księżniczka się tu zabłąkała ? – zapytał jeden z nich
- Można powiedzieć, że wieczorny spacer.  – odpowiedziałam im – A Wy co ?
- Moja droga, to nasze terytorium. My jesteśmy tu zawsze – podkreślił idealnie słowo ‘zawsze’
- No tak. Wy zawsze tacy źli, powinnam już chyba uciekać, nie  ? – zaśmiałam się

Nie wierzyłam jak dawne towarzystwo może tak wpływać na samopoczucie człowieka. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu się zaśmiałam, uśmiechnęłam. To tylko chwilowe. Ja to wiem. Przy nich zawsze bardziej wymuszam taki stan, by nie czepiali się i nie wypytywali dlaczego jestem w złym humorze. Jednak nie musiałam nic robić, oni i tak o wszystkim wiedzą, po prostu pytają z grzeczności. 

Do tego towarzystwa sporo osób dołączyło. Znam ich tylko z widzenia.  Zawsze najbardziej przepadałam za James’em i Ted’em, wydaje się, iż oni również za mną. Kiedyś podkochiwałam się w James’ie. Właściwie to nadal coś do niego czuję, lecz nigdy nie liczyłam na wiele.  Nawet doszło do pocałunku. To było niesamowite. Nie powiedzieliśmy oczywiście o nim nikomu. Nie chcieliśmy zbędnych komentarzy oraz plotek. 

Jest to typ kobieciarza, flirciarza. Strasznie mnie to irytowało, ale co ja mam do gadania ? Nic. Żyjemy oboje dalej. Nadal czasami okazując sobie jakieś minimalne czułości. 

Dziś go nie było. A w sumie ..liczyłam najbardziej, aby właśnie jego spotkać. 

- Dobra Ted, idę dalej. – oznajmiłam
- To idź idź, Melanie.
- Kurwa Ted ! – krzyknęłam
- Uwielbiam cię wkurzać, haha, Mel – znów się zaśmiał
- Idiota.
- Wszystko słyszę.
- I bardzo dobrze.  –odpowiedziałam zadowolona

Spojrzeliśmy ostatni raz na siebie i ruszyłam przed siebie, a w oddali słyszałam tylko jakieś głupie zaczepki. Nie zwróciłam na nie żadnej uwagi. 

W pewnym momencie mojego dalszego spaceru stanęłam w bezruchu słysząc ten głos. 

- Co u ciebie Mel ? 

James. Strasznie chciałam tego spotkania. W tamtym momencie chyba zaczęłam tego żałować. Pierwszy raz przy nim nie wiedziałam co ja mam mówić ! 

- Wszystko w porządku.   A u ciebie ? Skąd się tu wziąłeś ? Czemu podszedłeś osobno, a nie z resztą ? – zadawałam kolejno pytania
- Kłamiesz. Ale dobra, tak czy siak wiem co z tobą, jak u ciebie, co się ostatnio wydarzyło. Wszystko wiem. U mnie jakoś leci. Nadal mam popaprane życie. Chciałem na osobności z tobą porozmawiać, więc tak zrobiłem. – uśmiechnął się szeroko  - Nie cieszysz się ?
- Bardzo się cieszę.  Miło cię znów widzieć.
- Jesteś wolna ?
- Tak.
- Czyli można cię brać ? – zapytał patrząc w moje oczy
- Tak, a ty wolny ? – tym razem moja ciekawość wzięła górę
- Tak.
- Czyli można cię brać ?
- Tak. – odpowiedział śmiejąc się
- Więc bierzmy się razem – zaśmiałam się
- Z wielką chęcią. – poruszył śmiesznie brwiami
- Tak serio to nie jestem wolna – spuściłam głowę w dół na myśl o mym ‘ chłopaku ‘
- Wiem o tym. Tylko pamiętaj o jednym .. możesz zawsze na mnie liczyć i nie pozwolę, by żaden dupek cię skrzywdził. A jeśli tak.. będzie miał do czynienia ze mną. – powiedział bardzo poważnie
- Dziękuję. – zaszkliły mi się trochę oczy
- Nie płacz. – uśmiechnął się – Wracaj lepiej już do domu, niebezpiecznie tu.
- Tatuś się znalazł. – prychnęłam
- Przeginasz powoli,  Mel. – oznajmił spokojnie
- Nie boję się ciebie, James.
- Cholernie tęskniłem za tymi twoimi chamskimi odzywkami. 

Zaśmiałam się pod nosem spuszczając głowę w dół. Tak samo głupi James. ‘’Głupi’’ w sensie cudowny, uroczy, zajebisty mój James. 

Nagle jednak kiedy podniosłam znów na niego wzrok w oddali zobaczyłam Nick’a. Zbliżał się w naszą stronę. 

Wiedziałam jedno. Skończy się to spotkanie nie za fajnie.
 A tak cholernie chciałam go NIE spotkać ! 





~*~

No i mamy czwarty.
Zwaliłam końcówkę ;//
Już sama nie wiem jakie to jest. Ale daję z siebie wszystko. 
Nie chcę Was znów zawieść ;/
Jeśli ktoś z niecierpliwością czeka na pojawienie się w końcu 1D to nie martwcie się ..już niedługo xD
Piąty już niebawem :) 
Love ya ! <3


                                                




                                      



                                                        Boy

                                                                      James i Ted :D

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 3


















Odkąd wsiadłam do samochodu była między mną, a mamą cisza. Ale widziałam jak uśmiecha się pod nosem. Ciekawe co takiego wydarzyło się podczas mojego pójścia po papierosy i zapłaty za gaz. Chociaż już sama nie wiedziałam czy chcę to wiedzieć. Mimo, iż jestem osobą bardzo ciekawską i prędzej czy później i tak dowiem się tego czego chcę, to teraz również musiałam wiedzieć.

- Co ty taka wesoła ? 

Zadałam to pytanie bez jakichkolwiek emocji, patrząc tępo na widoki za oknem. Poczułam na sobie wzrok mamy. Ciągle rozweselona. 

- No tak jakoś. A ciebie czemu tak długo nie było ? – również zadała mi pytanie
- Może dlatego, że nie byłyśmy jedyne na stacji i była kolejka ? Czemu uciekasz od tematu ? Nie możesz mi powiedzieć co między tym kolesiem, a tobą zaszło ? – zadawałam kolejno wkurzona pytania
- Nie uciekam od tematu Melanie ! Po prostu to nic takiego. A ten ‘’koleś’’ jest bardzo miły, więc nie rozumiem o co ci chodzi. Zaprosił mnie na kawę.  – powiedziała  starając się zachować spokój w głosie
- Tata też zawsze był ‘’ miły ‘’.  – syknęłam
- Doskonale wiesz, że to kompletnie inna historia. – odpowiedziała szorstko
- Umówiłaś się z nim ?
- A czemu nie ?
- Koleś ze stacji benzynowej – prychnęłam pod nosem
- To, że pracuje w takim miejscu nie oznacza nic. Nie wiesz jaki jest.
- Ty też nie.
- Ale jak nie zaryzykuję to się nie dowiem. Zresztą. Kawa, nic więcej. 

Jak ona mnie irytowała czymś takim. Co to za koleś w ogóle ?! A jak to jakiś morderca ?! Ugh ..nieważne. Może jest cudownym księciem z bajki. Tak, sarkazm. Żaden facet taki nie jest. Każdy potrafi tylko wykorzystać i rzucić. Normalka. Przerabiałam to wiele razy. Lecz moje ‘doświadczenie’ doprowadziło do tego, że nie ufam nikomu. Może znalazłoby się parę wyjątków. Nie przekraczałoby to jednak liczby dziesięć. 

Po dziesięciominutowym staniu w korku, po pokonaniu kolejnej części drogi w końcu dojechaliśmy do galerii handlowej. Lubiłam zakupy. Natomiast wszystko jest już inne. Inna ja, inny charakter.
Mama zaparkowała samochód, wysiadłyśmy z niego i udałyśmy się do pasażu. 

- To gdzie najpierw ? –z szerokim uśmiechem zapytała mama
- Obojętne mi to.
- Czemu jesteś tak nastawiona ? Będzie fajnie !
- Mhm .. – mruknęłam

Weszłyśmy do pierwszego sklepu. Na półkach leżało i wisiało pełno świetnych, markowych ubrań. Aż nie wiedziałam gdzie mam patrzeć. Które przymierzyć, czy w ogóle będę to nosić. Różna jestem. Jednego dnia mi się podoba, drugiego nie.  Jak mam chęć to w tym chodzę, jeśli nie to ten ciuch odchodzi w zapomnienie. 

- Przymierzaj co chcesz i ile chcesz, a potem zastanowimy się czy na pewno to weźmiemy, ok  ?
- No.
- Córciu, proszę odzywaj się do mnie normalnie.
- Mhm  - mruknęłam
- Melanie !
- Przestań ! Wiesz, że tego nie znoszę ! – krzyknęłam nie za głośno
- To widzisz jak się czuję jak w taki sposób się do mnie odnosisz.
- Zajebiście.
- Mel  - spojrzała na mnie złowrogo

Nie zrobiłam sobie nic z tego tylko wzięłam jakieś spodnie, bluzkę, koszulę, wybrałam swoje rozmiary oraz ruszyłam ku przymierzalni. Oczywiście kolejka. Czy naprawdę choć raz nie może być nikogo przede mną  ?
Gdy zwolniło się już miejsce weszłam do środka. Zdjęłam koszulę. Byłam w samym staniku. Nie mogłam patrzeć na swoje piersi, gdyż na nich mam ‘’pamiątkę’’ po pamiętnym dniu. Nienawidzę swojego ciała. Pomimo, że jestem dość chuda, jest na nim okropne coś, które pozostanie na zawsze. 

Przymierzyłam wszystkie rzeczy jakie wzięłam, chciałabym wziąć wszystko. Każdy ciuch pasował idealnie. Wyszłam z przymierzalni oraz od razu rzuciła mi się w oczy uśmiechnięta twarz mamy. 

- I jak ? – zapytała
- Super. Chciałabym wziąć wszystko .
- Jesteś pewna, że będziesz w tym chodzić  ?
- No raczej, nie inaczej.
- Skoro tak, to do kasy. – wskazała ręką z szerokim uśmiechem

Po zapłaceniu za wybrane rzeczy  poszłyśmy do kolejnych paru sklepów. Miałam dość. To ciągłe łażenie po sklepach. Coraz bardziej mnie to męczy. Ileż można ?! Jak moja mama to robi ? I pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu również tak robiłam. No nic.

- Nie chcę już chodzić po sklepach.
- Jak to ? Zawsze ..lubiłaś zakupy. – odpowiedziała zdziwiona
- Ale już nie lubię. Chcę do domu.
- Nie ma tak łatwo. Chodźmy więc coś zjeść.
- No i po co ?
- Bo trzeba coś jeść ?! – zapytała podenerwowana
- Ale ja nie chcę ! Nie rozumiesz, że nie jestem głodna ?!
- Mel nie podnoś głosu, uspokój się. Pójdziemy na deser w takim razie.
- Czemu tak mi ,,usługujesz’’ ?
- Nie robię tego, po prostu chcę miło spędzić z tobą czas.
- Jasne. – prychnęłam
- Chcesz to wierz, nie to nie ! 

Wyszłam więc ze sklepu  oraz udałam się do najbliżej kawiarenki, gdzie mogłyśmy dostać deser. Zamówiłam sobie puchar lodów z owocami, a mama kawałek ciasta z kawą. Siedziałyśmy przy stoliku same w ciszy. Mama rozglądała się na boki. Momentami  swój wzrok całkowicie skupiała jednak na mojej osobie. Nienawidzę kiedy podczas posiłku bądź jakiejś czynności wykonywanej przeze mnie ktoś mi się bacznie przygląda. 

- Przestań to robić – zmroziłam ją wzrokiem
- O co ci chodzi ? Nic przecież nie robię. 
- Gapisz się na mnie.
- Wiesz, tak się zastanawiam ..może powinnaś zostać jakąś modelką czy coś ? Albo chociaż chodzić tak co jakiś czas na sesje.  Jesteś naprawdę śliczna.
- Co ty powiedziałaś ?! Żartujesz sobie ?! Ja śliczna ?! Już nie pamiętasz co się stało ?!
- Mel ..uspokój się, to po pierwsze. Po drugie. Ta sytuacja nie zmienia faktu, że jesteś śliczna. – uniosła kąciki ust
- Przestań. 

Poczułam jak po moim policzku spłynęła gorzka łza. Nie chcę wracać do przeszłości. Zbyt wiele przeżyłam. Nie chcę tego znów.  Nawet w myślach i ,,wspomnieniach’’. 

Wstałam z siedzenia oraz skierowałam się na parking. Bezproblemowo dotarłam w dane miejsce.  Czekając aż mama łaskawie za mną przyjdzie w to samo miejsce oparłam się o auto. Stałam tak oparta i myślałam nad tym wszystkim. Dziwne i popaprane stało się to moje życie. Ale nie. Nie chcę sobie odbierać życia jak to może inne osoby by chciały. 

Nagle usłyszałam pisk opon samochodów, strasznie głośny. Bardzo szybko poruszał się po parkingu. Raz jechał rozpędzony, raz hamował. Coś mnie ściskało w głowie. Nie mogłam wytrzymać tego bólu. Pisk opon. Wszystko co słyszałam. Skuliłam się w kłębek, trzymając za głowę. Myślałam, że mój mózg zaraz eksploduje. 

Po chwili ktoś mnie obejmował. Nie miałam sił go od siebie odpychać. Lecz wiedziałam, że to mama. Poczułam po zapachu perfum. 

- Już jest dobrze, jestem przy tobie kochanie – cmoknęła mnie w czubek głowy

Pomogła mi stanąć na nogach. Szybko otworzyła drzwi od samochodu, wsiadłam i ona również. Chciałam być jak najszybciej w swoim łóżku. 

- To, jedziemy do domu. - odparła cicho wzdychając





~*~

Trzeci. 
Ta daam :D 
Podoba się ? :) 
I zapraszam na kolejny rozdział ^^



      



            

sobota, 7 grudnia 2013

100 000 wyświetleń ! :D







Wow, wow, wow <3
Dziękuję Wam bardzo <3
Nigdy się nie spodziewałam, że do tylu może dojść na moim blogu ..
Jestem naprawdę ogromnie zaskoczona oraz wzruszona :')
Kocham Was bardzo mocno <3



                               Wykres najpopularniejszych krajów wśród przeglądających bloga

Pierwsze 10 krajów, z których najczęściej wpadano tutaj (:


Polska
89835
Stany Zjednoczone
1813
Rosja
1321
Wielka Brytania
992
Niemcy
532
Francja
301
Ukraina
160
Węgry
130
Szwecja
122
Irlandia
80

                      


                     

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 2


















Gotowa już w TYM stroju czekałam aż mama łaskawie pojawi się przy wyjściu. Siedziałam w korytarzu, opierając głowę o ścianę. Patrzyłam tępo w sufit. Myślałam nad różnymi rzeczami. Sądziłam, iż mama wykorzysta okazję dobrze. Póki chciałam iść i się nie rozmyśliłam.  Z nudów zaczęłam wystukiwać nogą jakiś rytm, a palcami przebierałam trzymając rękę na kolanie. 

Ze zdenerwowania wstałam i już zmierzałam w stronę schodów kiedy nagle mama z nich zbiegła.

- Przepraszam kochanie, nie mogłam znaleźć kluczyków od samochodu. – mówiła zdyszana
- Super. Teraz to ja nigdzie nie jadę. – powiedziałam szorstko
- Córeczko,  naprawdę to nie moja wina.
- Czekam tu już dwadzieścia minut.  – syknęłam
- Kochanie przepraszam, ale to nie jest moja wina ! – podniosła ton głosu
- Jasne.
- No to jedźmy – uśmiechnęła się lekko
- Teraz ? Już nigdzie nie jadę, i tak w sumie nie miałam zbytnio ochoty.
- Mel … proszę ..
- Jezu ..dobra. 

Wyszłam z domu szybko wyprzedzając  mamę.  Będąc przed domem szybko założyłam czarne, przeciwsłoneczne okulary na nos. Nie miałam ochoty, by ktokolwiek mnie rozpoznał. A w tej okolicy byłam znana. Typowe najsławniejsze ‘’bad boy’e ‘’ naszych okolic doskonale mnie znają. Teraz już się z nimi nie koleguję, lecz kiedy o coś bym ich nie poprosiła raczej by mi pomogli. 

Jednak nie miałam ochoty teraz na jakiekolwiek spotkania ze starą paczką. Spędziliśmy razem cudowne, zwariowane dzieciństwo. Żałuję, że wszystko zepsułam, przerwałam. Lecz teraz już mówi się trudno, muszę żyć dalej. 

Podeszłam więc szybko do samochodu czekając niecierpliwie aż mama łaskawie otworzy drzwi.  Jeden przycisk i już, ale nie .. ona musiała podejść do samochodu i dopiero nacisnąć. Głupie, że coś takiego jej ‘’wypominam’’, ale chciałam jak najszybciej znaleźć się w środku auta. 

Usiadłam na przednim siedzeniu tuż obok mamy, zapięłam pasy i włączyłam radio. Do uszu dotarł dźwięk czystych dźwięków. Różne piosenki, różne głosy. To było niesamowite jak ktoś może mieć taki cudowny talent. 

Po samochodzie rozległy się dźwięki tej piosenki. Przy niej z mamą zawsze śpiewałyśmy, wygłupiałyśmy się i wiele różnych takich podobnych rzeczy. Ogólnie przyjęłyśmy, że to będzie nasza piosenka i nikt ani nic tego nie zmieni. 

Gdy ją słyszałam, gdzieś w środku chciały wydobyć się ze mnie dźwięki, ale nie. Nie potrafiłam się przemóc. Nie miałam na razie na to ochoty. Tamto wydarzenie ..ono wszystko zepsuło. Zepsuło jeszcze bardziej moją psychikę. 

‘’  I don’t wanna lie
I’m gonna take what you’re giving
Cause I know you’re willing
to take me all the way
You got me right here
Combustible.
And I can’t wait to finally explode ‘’


Kiedy pierwsze słowa piosenki były już za nami mama spojrzała na mnie. Widziałam jak bardzo chciała ze mną to zaśpiewać, ale nie. Nie tym razem. Na razie jeszcze nie potrafię się cieszyć. 

- Wszystko w porządku ? – zapytała mnie
- Tak. 

Odwróciłam wzrok w małe lusterko. Nie znalazłam w nim nic ciekawego, lecz wbić wzrok w coś musiałam.  Co mus to mus.

W pewnym momencie mama szybko zahamowała przez co poleciałyśmy obie lekko do przodu, ale bez żadnych obrażeń. Po tym zdarzeniu obydwie spojrzałyśmy na siebie lekko przerażone.  Palcami przeczesałam włosy do tyłu trochę trzęsąc się ze strachu. Kurde  ! Co jest ? Przecież nic takiego się nie stało, a ja od razu zaczynam panikować. 

Spojrzałam w przednią szybę, oślepiły mnie mocne światła samochodu nadjeżdżającego z naprzeciwka. Zaczęłam krzyczeć przerażona, trząść jeszcze bardziej i starałam się wysiąść z pojazdu. Jednak mama uspakajała mnie, mocno do siebie wtulając. Poczułam się bezpieczniej, lecz nadal bardzo się bałam. 

- Już. Cii .. spokojnie kochanie, jestem przy tobie. – szeptała mi do ucha
- Wiem mamo.

Objęłam ją jeszcze mocniej. Nasze czułości przerwali kierowcy stojący za nami, którzy zaczęli trąbić, aby mama dalej jechała, a nie stała na środku drogi. 

- Jest okej, jedźmy dalej.
- Podjadę jeszcze na stację benzynową, bo powoli gaz nam się kończy, dobrze ? – zapytała mnie
- Pewnie. Tylko szybko.
- Oczywiście – uśmiechnęła się szeroko

Wiedziała jak nie lubię na coś, a raczej na kogoś czekać. Zawsze była dla mnie wyrozumiała, nadal jest. Bardzo ją kocham. Pewnie bardzo chciałaby to usłyszeć. Niestety ..nie wiem dlaczego, lecz nie potrafię tego zrobić. 

Chyba niezbyt wiem co to miłość. Ona trochę nie ma sensu. Przed ślubem dwoje ludzi okazuje sobie czułości, pokazują jak to są w sobie zakochani, a potem ? Będąc małżeństwem jest tylko seks, raz na jakiś czas może się przytulą, pocałują i to chyba by było na tyle. Potem może dochodzą dzieci, czyli opieka nad nimi i tak dalej.

- O czym tak myślisz Mel ? – zapytała z ciekawością mama
- O niczym.
- Teraz tak będziemy ze sobą rozmawiać ? Ja będę ci zadawać jakieś pytania, a ty będziesz udzielać krótkich, szorstkich odpowiedzi ? 

Zaskoczyła mnie tym. Aż mnie w środku zakuło ? Poczułam coś dziwnego.  Jednak już niedługo odleciało to w zapomnienie. 

- Nie wiem, pewnie nie.
- I znów to samo. – odparła wzdychając na koniec

Staliśmy na stacji, czekając na naszą kolej. Państwo przed nami odjechało, więc teraz nasza kolej. Nareszcie. 

- Dzień dobry – uśmiechnął się szeroko mężczyzna nas obsługujący, był na oko w wieku mamy
- Dzień dobry, do pełna poproszę.
- Oczywiście, już się robi. 

Minęło parę chwil, a bak pojazdu był wystarczająco pełen. 

- Pójdę zapłacić, a ty zaczekaj tu, zgoda ? – zapytała
- Mam lepszy pomysł. Ja pójdę zapłacić.
- Naprawdę  ?
- No tak. Czemu nie ? – zapytałam zaintrygowana
- Nie no, cieszę się. To masz tu pieniądze. 

Wzięłam banknot oraz udałam się na stację. Podeszłam do kasy, zapłaciłam za gaz oraz skierowałam się do wyjścia, lecz stanęłam nagle w bezruchu. Zastanawiałam się czy nie kupić by sobie papierosów. W końcu już dość długo nie paliłam. Zastanawiałam się co robić.
Przeszukałam ręką kieszenie spodni, znalazłam tam z drobnych aż jedenaście funtów. Wow. Zazwyczaj nie znajduję takich skarbów w swoich kieszeniach. Wróciłam się więc do kasy. 

- Poproszę jeszcze papierosy, byle jakie.
- Jest pani pełnoletnia ?
- No raczej – odparłam oschle
- Dobrze, proszę się nie denerwować.
- Okej, super, ale mogę dostać już łaskawie tą paczkę papierosów czy nie ?!
- Już podaję. 

Wręczyła mi do rąk opakowanie co strasznie mnie ucieszyło. Jak ja tęskniłam za tym. Tyle czasu wytrzymałam. 

- To będzie osiem funtów.
- Reszty nie trzeba.

Dałam sumę moich drobniaków, schowałam paczkę, aby rodzicielka tego nie zauważyła oraz wyszłam stamtąd kierując się do samochodu, gdzie czekała na mnie pewnie już zniecierpliwiona mama. 






~*~ 

Drugi ! :D
Chyba trochę nudno .. 
Sama już nie wiem, ale ..jak się podoba ? :)) 
Dziękuję za komentarze i po prostu za wszystko <3
Zapraszam na trzeci C:



                   

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 1
















Siedziałam w ciemnym, opustoszałym pokoju. Słyszałam jedynie swoje myśli. Było to z lekka przerażające. Nie lubię takiego stanu. Czasami posuwam się za daleko z tego typu pomysłami jakie rodzą się w mojej głowie, ale już nic na to nie poradzę. To rodzi się samoistnie. Choć tego nie chcę, to i tak się dzieje.

Przez rolety zawieszone na oknach przedzierało się majowe słońce. No tak, kolejny dzień, rodzący nowe obawy, przemyślenia. Siejący strach. Mullingar. Miasteczko, w którym tak wiele się wydarzyło, ale i nadal dzieje. Może jednak jest to za wiele ?
Wiele osób mówi mi, że jestem bardzo silna, ale sama już nie jestem tego pewna. Chociaż z drugiej strony, przez to przez co przechodzę … może i jednak jestem ?
Nagle rozległo się ciche pukanie do moich drzwi. 

- Córeczko, przyniosłam ci jedzenie. 

Moja mama. Ciągle troszczy się o mnie, ale niepotrzebnie. Wiem co robię.  Mam sama do siebie wyrzuty sumienia o to jak zaczęłam ją traktować ostatnio.  Zawsze miałyśmy ze sobą bardzo dobry kontakt. Teraz trochę osłabł.  Lecz to przeze mnie, przez to co zaczęło dziać się w moim życiu.  Zaczynam siebie nie poznawać. 

- Nie jestem głodna ! – odkrzyknęłam szorstko
- Ty nic nie jesz ! Tak nie można !
- Mamo przestań ! Codziennie ta sama gadka.
- Bo codziennie robisz to samo !
- Nie jestem już dzieckiem ! – krzyknęłam sfrustrowana
- Kochanie, jak nie będziesz jadła, to nawet nie chcę myśleć co takiego może się zdarzyć .. – odparła z drżącym głosem
- Nikomu nie będzie żal ani nic, więc nie rozumiem o co chodzi.
- Ach .. – westchnęła

Nie chciałam nigdy jej tak traktować, lecz teraz, w tej sytuacji  inaczej nie potrafię.  To już taka automatyczna reakcja.
Po moim pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu. Spoglądając na wyświetlacz dostrzegłam napis ‘’ Hazzunia <333 ‘’. Sam się tak zapisał. Nigdy go nie ogarniałam całkowicie, ale za każdym razem kiedy dzwoni chce mi się śmiać poprzez ten zapis.
Jednak nie odbierałam. Pewnie moja mama ze względu na to, że z nimi PODOBNO najlepiej się dogaduję, co też PODOBNO zauważyła poprosiła, by zadzwonili, czy coś.
Znam takie durne sztuczki. Nie działają na mnie.

Znów ktoś zaczął dobierać się do moich drzwi. Powoli zaczynało być to irytujące. Co prawda nie wychodziłam z pokoju już przez kilka dni.  Ale wcale nie wydaje mi się to konieczne.  Łazienkę mam połączoną z pokojem, więc nie widzę żadnych przeszkód do przesiadywania  u siebie, w swoim małym kącie. Mam wszystko co potrzeba, tutaj.

- Melanie słoneczko, może pojedziemy do sklepu razem ? Uzupełnimy swoje garderoby ? Pójdziemy na lody, jakiś obiad, może nawet do kina jak będzie coś ciekawego …co ty na to ? – zapytała zafascynowana swoim pomysłem

Przyznam szczerze, że zaczęłam głębiej nad tym myśleć. My naprawdę dawno temu razem gdzieś byłyśmy.  A porównując ile my czasu spędzałyśmy ze sobą jeszcze rok temu to naprawdę zadziwiające jak wszystko się zmienia. Jedna chwila i wszystko jest inne.  Jedna decyzja. 

- No nie wiem.  – odparłam – Chyba nie mam zbytnio ochoty.
- Proszę. Naprawdę mi zależy.
- Przemyślę to i owo.
- Ale chociaż chodź coś zjeść !
- Ile można powtarzać, że nie chcę ?!
- Ja już nie mam sił do ciebie. 

Zaczęła płakać. Słyszałam jej głos. Nie był tym anielskim, łagodnym głosem. Poza tym utwierdził mnie jej pojedynczy szloch kiedy odeszła od drzwi. Jak ja czegoś takiego nienawidzę ! Zawsze coś musi mnie złamać ! 

Wstałam z łóżka. Założyłam długą koszulę, zakrywającą moją pupę. Była mi nawet nie do połowy ud. Ale takie lubię najbardziej. Weszłam do łazienki, trochę ogarnęłam włosy. Nie były takie jak kiedyś. One jak i ja, również się zmieniły. Oklapły. Zero w nich życia. Jeszcze jakiś czas temu aż lśniły. Były niemal idealne, takie jakie zawsze chciałam, żeby były. 

Przemyłam jeszcze twarz zimną wodą i byłam gotowa. Zeszłam na dół pierwszy raz od dwóch tygodni. Schodząc po drewnianych schodach rozległ się skrzypot.  Jak się domyślałam w salonie wraz z mamą siedziała jej przyjaciółka, mama Amy, najlepszej przyjaciółki Niall’a. 

Tak jak myślałam. Były tam obie, popijając spokojnie kawę.  Gdy usłyszały moje kroki, cały czas na mnie patrzyły z niedowierzaniem. Mojej mamie aż łezka w oku się zakręciła oraz lekko uniosła kąciki swych ust. Jednak ja, nie chcąc okazywać żadnych uczuć, przeszłam obok nich niewzruszona niczym.
Zmierzałam do kuchni. Bardzo za nią tęskniłam. Zawsze kochałam jeść, nadal kocham, ale przez te wydarzenia jakoś nie mogłam zbytnio nic przełknąć.  Lecz gdzie moje maniery ! 

- Dzień dobry ! – krzyknęłam będąc już przy mojej ulubionej szafce
- Cześć Melanie.  – odpowiedziała raczej z uśmiechem, znając mamę Amy
- Mel. Po prostu Mel.
Cicho się zaśmiała i zaraz poprawiła własne słowa.
- Przepraszam, Mel. 

Już nic nie odpowiedziałam tylko stałam wpatrzona z szerokim uśmiechem w szafkę ze słodyczami. Jak zwykle było wszystko co uwielbiałam.  Miło było mieć znów uśmiech na twarzy. W końcu na kogo nie podziałałby widok słodyczy ? Aż zapomniałam jak to jest się śmiać, uśmiechać.   A tak bardzo zawsze nie chciałam do czegoś takiego dopuścić. 

Wzięłam w rękę ulubionego batonika. Odpieczętowałam oraz wzięłam jeden kęs. Ten przepyszny, dawno zapomniany smak. Rozpływało się w ustach. Do tego zaparzyłam sobie kawę. Niezbyt za nią przepadam, ale było mi potrzeba kofeiny.  Rozkoszowałam się tym smakiem przez kolejne parę minut dopóki w moich rękach został sam papierek po nim.

Szybko się go pozbyłam, wyrzucając do kosza.  Bolał mnie brzuch z głodu. Właściwie to miałam dosyć tego głodzenia się przez tamto zdarzenie.  Ale tak łatwo nie da się o czymś takim zapomnieć … 

Wzięłam  jeszcze do ręki pyszne, twarde, soczyste jabłko i zaczęłam je jeść zmierzając  ku swojemu pokojowi.  Jednak mój spokojny krok przerwała mama.  Podeszła do mnie i wtuliła się we mnie.
Na początku nie odwzajemniłam uścisku, ale zaraz sama do siebie przewróciłam oczami i również zrobiłam jak ona. 

- Dobra, nie płacz. Moczysz mi koszulkę.  – odparłam lekko się śmiejąc
- Przepraszam – zaśmiała się
Szłam znów na górę. Przypomniało mi się jednak coś.
- Wiedz, że poszłam do kuchni nie dzięki Hazz. Nawet od niego  nie odebrałam telefonu.
- Nie wiem o czym mówisz – powiedziała mama, ale wiedziałam, że kłamie
- Mamo – zmroziłam ją wzrokiem
- Ale czy to znaczy, że już jest dobrze ? – zapytała z nadzieją
- Nie. – szybko odpowiedziałam
- Ale jest lepiej – powiedziała sama do siebie, mając nadzieję, iż tego nie usłyszę
- Po prostu chcę sobie kupić parę nowych rzeczy. W końcu chodząc po domu też muszę jakoś wyglądać – zaśmiałam się ze swojego idiotycznego stwierdzenia
- Oczywiście kochanie.
- Będę gotowa za jakieś trzydzieści minut.
- Czekam na dole. – posłała mi lekki uśmiech

Nie wiem po co to robię, ale muszę stać się dla niej znów milsza. I spędzę z nią tą godzinę, może dwie chodząc po sklepach. Przecież tak się stara o moje dobro. Przecież to ja do siebie nikogo nie dopuszczam.   Jakoś się tym jednak niezbyt przejmuję.  Ale mama to mama.  Najchętniej zostałabym w domu.  Cóż poradzić.
To czas tortur pora zacząć …




~*~

Mamy pierwszy rozdział ! :D
Zadowoleni, zaciekawieni ? 
Oby tak :) Zależy mi na waszej opinii ;)
Postaram się nadrobić wasze blogi, bo ostatnio miałam jakoś ciężki czas i niezbyt miałam na to wszystko siłę ;/
Poza tym do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nauka ....-.-

Co do rozdziałów ogólnie, do tego jak one wyglądają. Wydaje mi się, że tak się lepiej czyta, przynajmniej według mnie. I chciałam coś w tym blogu bardziej zmienić, więc ..raczej takie pozostaną. :)

A dodawane będą jakoś co 4 dni ... przykro mi, ale inaczej nie wyrobię. Mam naprawdę masę nauki. ;/
Oczywiście czasami pojawią się szybciej ..bądź też tyci później ..... 

Dobra, to chyba tyle .. więc .. Proszę o szczere komentarze, zachęcam do czytania i co najważniejsze KOCHAM WAS <3